Slide # 1

Slide # 1

Far far away, behind the word mountains, far from the countries Vokalia and Consonantia, there live the blind texts Read More

Slide # 2

Slide # 2

Far far away, behind the word mountains, far from the countries Vokalia and Consonantia, there live the blind texts Read More

Slide # 3

Slide # 3

Far far away, behind the word mountains, far from the countries Vokalia and Consonantia, there live the blind texts Read More

Slide # 4

Slide # 4

Far far away, behind the word mountains, far from the countries Vokalia and Consonantia, there live the blind texts Read More

Slide # 5

Slide # 5

Far far away, behind the word mountains, far from the countries Vokalia and Consonantia, there live the blind texts Read More

2/10/2022

Yu-Gi-Oh! DUEL LINKS requirements on PC

A moment ago, on the CITY37 blog, I posted an entry 3 Yu-GI-Oh! games which are worth playing, in which I recommended you Yu-GI-Oh! DUEL LINKS. I wrote there that DL is available for smartphones (and tablets) with Android and iOS, and that you can also play on computers, as the game is available on the Steam platform. However, what hardware requirements do we have to meet so the game will run smoothly?





Yu-Gi-Oh! DUEL LINKS - Steam - minimum requirements


Operating system: Windows 10 Home 64 bit.

All 32-bit editions, Windows 8 and older, are dropped here. When it comes to Windows 11, I have not tested the game on this system (so far I have refrained from updating my computer), but I do not see on the internet that people have any problems preventing them from playing, and even if they appear, someone immediately writes back with the solution.


Processor: Intel Core i3-3210

3MB Cache, 3.20 GHz. Intel Core i3-3210 is a processor from the beginning of 2013, so I think most of you have a better processor installed on your computer a long time ago.


Memory: 4 GB RAM

I don't know if, apart from laptops and some workstations, someone has less than 4 GB of RAM in the computer, so I would not worry about anything here either.


Graphics: Intel (R) HD Graphics 4000

Another light requirement and another old integrated graphics. You probably have better graphics in your new Intel, or you can buy a comparable graphics card on the Internet for a few pennies.


Disk Space: 5 GB of available space

If you are not using some tiny SSD as the only disk in your computer for everything, then you won't suffer from lack of free space.


Additional Notes: Monitor with a resolution of 1280 x 720

As it has been a standard for a long time, I would not worry about anything here either.


As you can see, Yu-Gi-Oh! DUEL LINKS has very light minimum requirements and should easily run on any computer, as long as you do not buy some freaks from a local supermarket.


Yu-Gi-Oh! DUEL LINKS - Steam - recommended requirements


Operating system: Windows 10 Home 64 bit.

A repetition of the minimum requirements ;)


Processor: Intel Core i5-9400F

9M Cache, up to 4.10 GHz. 6-core from early 2019, still on shelves in computer stores, Coffee Lake family.


Memory: 8 GB RAM

So practically the base amount in gaming computers. Unless you have a laptop with 4 GB RAM soldered, without the possibility of expansion, you will be able to easily expand your memory to this amount.


Graphics: NVIDIA GeForce GTX 1650

We have a crisis in the graphics card market and it will not change quickly. Therefore, even such base cards as the GTX 1650 are insanely expensive and sometimes for the price of the card itself, we can buy a smartphone on which we will run Duel Links smoothly. If you have such a card, it's great. If not... it's hard for me to advise you anything here.


Disk Space: 16 GB of available space

16 GB for a card game is quite a lot, but here we also take into account updates and card arts in higher resolution, so we have to prepare so much space anyway.


Additional Notes: 1920 x 1080 resolution monitor

That is... practically every new cheapest monitor available in the store ;)



That's all! Now you know the minimum requirements for Yu-Gi-Oh! DUEL LINKS that you must meet to run the game, and the recommended requirements to make the game more enjoyable!

3 gry Yu-Gi-Oh! w które warto zagrać

 Coś dla fanów Yu-Gi-Oh! zarówno na PC, na konsole jak i na smartfony!



Dzisiaj przedstawiam wam 3 różne gry z serii Yu-Gi-Oh! w które według mnie warto zagrać! Aby było różnorodnie, to wybrałem jeden tytuł z dostępny na PC (Windows), jeden tytuł na konsole Nintendo (GBA, NDS) oraz jeszcze grę mobilną (Android, iOS), ale tą da się również ograć na PC (Steam). Nie przedłużając, zapraszam do tytułów!


Yu-Gi-Oh! Power of Chaos: Yugi The Destiny


  • Platforma: Windows
  • Premiera: 2003
  • Wydawca: Konami


Yu-Gi-Oh! Power of Chaos: Yugi The Destiny było pierwszą grą z serii YGO, z jaką się zetknąłem. Pamiętam, że byłem wtedy jeszcze w podstawówce i ogrywaliśmy do po szkole u kolegi. Od tego w sumie zainteresowałem się tą serią. Potem przyszła pora na anime i inne gry, a potem to wszystko tak jakby zatoczyło koło i kupiłem sobie Power of Chaos na Steamie.

Jest to jedna z najstarszych gier, z najprostszymi zasadami i najmniejszą ilością kart, ale trzeba pamiętać, że to tytuł z 2003 roku, kiedy nawet Internet w domach nie był tak popularny. Jeśli ktoś ma ochotę na sporą dawkę nostalgii albo chce zobaczyć, jak wyglądały początki YGO, to polecam, gra nadal jest grywalna!


Yu-Gi-Oh! GX Duel Academy


  • Platforma: Gameboy Advance
  • Premiera: 2006
  • Wydawca: Konami



Uwielbiam Duel Academy! No po prostu uwielbiam! Grałem w to na Gameboy Advance, potem na Nintendo DS (te pierwsze modele miały jeszcze wejście na gry z GBA) i do tej pory jest to moja ulubiona gra YGO. Historia pokrywa się mniej więcej z anime Yu-Gi-Oh! GX gdzie trafiamy do akademii szkolącej przyszłych mistrzów tej karcianki. Duel Academy to w sumie taki symulator szkolnego życia (prawie jak te japońskie dating-simy), chodzimy sobie po szkole, zagadujemy do ludzi, zaglądamy do szkolnego sklepiku, żeby kupować nowe paczki z kartami, no i oczywiście walczymy! Pojedynki w DA, może nie są tak bardzo rozbudowane, jak w Duel Links, który będę za chwilę omawiał, jednak potrafią być naprawdę satysfakcjonujące.


Yu-Gi-Oh! DUEL LINKS


  • Platforma: Steam, Android, iOS
  • Premiera: 2016
  • Wydawca: Konami



Ostatnią pozycją w tym zestawieniu jest Yu-Gi-Oh! DUEL LINKS dostępne zarówno na smartfony z Androidem i iOS, ale równie dobrze możecie odpalić tę grę na PC za pośrednictwem platformy Steam.

Duel Links, mimo że ma jakąś tam fabułę (chociaż fabuła to może za dużo powiedziane), opiera się na robieniu zadań i pojedynkach z innymi graczami. Jest to typowo mobilny tytuł, gdzie logujemy się codziennie, odbieramy nagrody i kupuje kolejne paczki z kartami za wirtualną bądź realną walutę. Jednak mimo całej swojej mobilności, jest to dobra oficjalna karcianka YGO, trzymająca się zasad i tak naprawdę dająca ogrom frajdy z rozgrywki! Swojego czasu gra mnie naprawdę w siebie wciągnęła, nawet chciałbym do niej wrócić, jednak obecnie nie mam niestety na to czasu, a DL to masakryczny pożeracz czasu!


Do przeczytania w następnym wpisie!

~ Arek




2/06/2022

3 polecane DUŻE gry RPG na Androida

Ostatnio dużo gram na tablecie, głównie w większe tytuły, od dużych wydawców, płatne i bez całego tego bagna mikropłatności czy reklam. Postanowiłem więc przygotować listę 3 dużych gier RPG, które moim zdaniem warte są zakupu na Androidzie. Nie przedłużając, zapraszam do tej krótkiej, lecz treściwej listy!





Numer 1 - Star Wars Knight of the Old Republic

KOTOR! Jedna z moich ukochanych gier z uniwersum Gwiezdnych Wojen, w którą zagrywałem się zarówno na komputerze, jak i na Xboxie. No a teraz dostępna jest również na Androida!


Star Wars Knights of the Old Republic przenosi nas w czasy Starej Republiki, na długo przez Skywalkerami, Vaderem czy wydarzeniami z filmów. Tutaj, przeżyjemy jedną z najbardziej epickich przygód w kosmosie. Zwiedzimy najróżniejsze planety, poznamy tajniki jasnej i ciemnej strony mocy, zdobędziemy lojalnych towarzyszy i wykonamy tony (ale to tony!) zadań.










Numer 2 - Baldur's Gate


Kolejny komputerowy klasyk gatunku RPG przeniesiony na ekrany smartfonów i tabletów. Pierwsza część Baldur's Gate zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, bo nawet jeśli nie jest to pierwsza gra ze świata Forgotten Realms, w jaką zagrywałem na kompie (tą było Icewind Dale) to jednak jest to jedna z gier, z którą najbardziej się zżyłem. Świat tam przedstawiony jest po prostu niesamowity. Pamiętam, że wracałem ze szkoły i już po drodze do domu zastanawiałem się, co nowego dzisiaj odkryje moja drużyna. 


Baldur's Gate to fantasy RPG pełną gębą. Możemy być dzielnym wojownikiem, szlachetnym paladynem, przebiegłym złodziejem czy potężnym czarodziejem. No i pamiętajcie, że nie jesteśmy tam sami. Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę! A tak się składa, że w Baldur's Gate spotkamy naprawdę świetnych bohaterów, z Minscem i Boo na czele.









Numer 3 - Icewind Dale

 

Jak już wspomniałem przy Baldurze, Icewind był pierwszą grą z Forgotten Realms, z jaką się zetknąłem. W przeciwieństwie do BG nie tworzymy tutaj pojedynczej postaci i nie werbujemy potem bohaterów, a tworzymy od razu całą drużynę, którą będziemy podróżować przez mroźne i niebezpieczne krainy. 


Minęło tyle lat a ta gra nadal mnie ten wyjątkowy i oczarowujący klimat. Tym samym, po prostu nie mogło jej zabraknąć w tym top 3 dużych gier RPG na Androida. Kto wie, może i wy zaczniecie swoją przygodę właśnie od tej pozycji? Myślę, że nie będziecie żałować.

 






 

 

 Promocje na gry RPG na Androida


Co jakiś czas w Google Play pojawiają się promocje na te trzy tytuły, gdzie można je dostać w okolicach 10 zł. Więc warto co jakiś czas sprawdzać, czy właśnie na jeden z tych tytułów nie ma aktualnie żadnej przeceny ;) 


~ Arek




Podsumowanie tygodnia! Mam nadzieję że ten blog wypali!

Planuję co tydzień robić takie niewielkie podsumowanie, gdzie w dużym skrócie pisać będę, co wydarzyło się na blogu i ewentualnie podrzucać linki do ważniejszych wpisów. Jako że CITY37 dopiero startuje, to za bardzo nie mam co podsumowywać, toteż podzielę się moimi przemyśleniami o tym blogu. Bo tak naprawdę, to trzymam kciuki (i to bardzo mocno), żeby ten blog wypalił!

 


 

 

CITY37 - blog na luzie ale i z pasji! 


To, co zaczęło się jako taka swoista odskocznia od pisania poważniejszych tekstów, okazało się po prostu strzałem w dziesiątkę i już dawno nic nie sprawiało mi tyle frajdy jak prowadzenie CITY37. Pisanie luźniejszych tekstów, gdzie nie trzeba się martwić ich akceptacją, jest naprawdę relaksujące. Mogę pisać co chcę, o czym chcę, kiedy chcę, no właśnie tak to powinno wyglądać. Kto wie, może nawet założę jeszcze kilka podobnych blogów. W sumie to już po głowie chodzi mi pomysł na założenie bloga stricte o apokalipsie zombie. No wiecie, o Dead Island, Dead Trigger, The Walking Dead i tym podobnych. Może nawet prowadziłbym tam taki mały kącik z poradami jak przetrwać apokalipsę zombie? Oczywiście z przymrużeniem oka ;)

 

Pisanie dobre na stres?


Pisanie zawsze było dla mnie czymś odstresowującym, przelewanie myśli na papier (a obecnie to bardziej na klawiaturę i ekran) jest dla mnie tym, czym dla wielu jest... no nie wiem... wyjście na przerwę na papierosa? Nie wiem, czy to dobre porównanie, ale chyba wiecie, o co mi chodzi, co nie? Znalazłem dla siebie coś, co mam ochotę robić po ciężkim dniu pracy i nawet jeśli wydaje się, że w zabieganym dniu nie znajdę czasu na nic więcej, to zawsze gdzieś te 15 minut na wklepanie paru linijek tekstu się znajdzie. 

 

Ostatnio nawet, zamiast na kompie zacząłem pisać na tablecie. Oczywiście aplikacja Bloggera na Androida jest fatalna i nic tam nie ma, więc korzystam po prostu z wersji przeglądarkowej, ustawionej na widok komputerowy, ale i tak daje radę. Jeszcze tylko ogarnąć sobie jakąś klawiaturę i myszkę do tabletu (bo na razie działam na ekranie dotykowym i jest... średnio?) i będzie gites! Kto wie, jak takie tworzenie wpisów wypali, to może właśnie napiszę o tym wpis? Jak zrobić z tabletu/smartfona z Androidem prawdziwą stację roboczą dla blogera. Myślę, że wyszedłbym z tego ciekawy wpis, a może nawet i cała seria.

 

Pierwszy kamień milowy! 500 wpisów na blogu CITY37!


Zamierzam skupić się na tym, żeby stworzyć jak najwięcej wpisów w jak najkrótszym czasie, żeby Google miało też, co tutaj analizować swoimi robotami i blog zaczął się pojawiać w wyszukiwarce. Tym samym, obecnie wyznaczam sobie za cel, napisanie 500 wpisów. Tak, nie przywidziało wam się, zamierzam pisać i pisać, aż będę mógł z dumą napisać (taki tam joke), że mam 500 wpisów na blogu! Oczywiście, jednocześnie będę dbał, żeby te wpisy były dla was ciekawe i w ogóle były o czymś ciekawym, a nie jakieś seo głupoty.

 

~ Arek




2/05/2022

Bright – recenzja | Netflix zrobił film inspirowany Shadowrun’em?!

Bright to film akcji z 2017 roku, za którego powstanie odpowiada Netflix i Clubhouse Pictures. Jest to historia, gdzie miesza się opowieść o dwóch gliniarzach, z przepowiednią końca świata, magicznymi mocami i fantastycznymi rasami. 

 


Bo tak się składa, że w tej produkcji trafiamy do współczesnego Los Angeles, tylko że w nieco alternatywnej wersji świata, gdzie poza ludźmi, żyją też orki i elfy. Tutaj, śledzić będziemy historię dwójki policjantów, człowieka – Daryla Warda (w tej roli znany wszystkim Will Smith) oraz jego partnera, pierwszego w historii orka szeregach policji Nicka Jakoby (tutaj w kostiumie siedział Joel Edgerton), którzy, jak to oczywiście na policyjny film akcji przystało, wpakują się w naprawdę spore bagno! 

 


W Bright nie obejdzie się bez strzelanin, pościgów samochodowych, efekciarskich wybuchów czy nawet sięgania po tak destruktywną broń, jak magia! Praktycznie od pierwszych minut, aż po napisy końcowe, towarzyszy nam tutaj akcja.

 


 

 

Ej! Ale to nie jest Shadowrun?

 

Tak, przyznaję, z początku zalatywało mi to wszystko Shadowrun’em, papierową grą RPG (która doczekała się również kilku komputerowych tytułów w uniwersum), dziejącą się w niedalekiej przyszłości, gdzie technologia i magia istnieją obok siebie, podobnie jak różne fantastyczne rasy, a wszystko utrzymane jest w klimatach slumsów, gangów i wątków rodem z filmów detektywistycznych i może nawet trochę takiego klimatu Noir.

 


 

 

Jednak nie! Bright to nie Shadowrun, to coś zupełnie innego!

 

Im dłużej siedziałem przed laptopem i oglądałem film Birght, tym bardziej rozumiałem, jak mocno się pomyliłem i to wcale nie jest zrzynka z Shadowrun, a coś zupełnie innego i przyznam szczerze naprawdę fajnego! Mamy ciekawie zarysowany konfliktów pomiędzy elfami, ludźmi i orkami, a nawet bardziej to elfami + ludźmi vs. orkami. Bo tak się składa, że dawno dawno temu był sobie Dark Lord, który to chciał podbić świat, ludzie zgadali się z elfami, żeby go powstrzymać, a orkowie nie za bardzo ogarnęli i stanęli po jego stronie. Tym samy, kiedy Dark Lord został pokonany, to orkowie co prawda zostali przyjęci do społeczności i mogą normalnie mieszkać w Los Angeles czy inny miastach, jednak nie są traktowani na równi z ludźmi czy elfami, co bardzo w tym filmie widać i jest to jeden z jego głównych wątków. Tym samym to nie jest Shadowrun, to jest coś zupełnie innego i muszę przyznać, naprawdę interesującego do oglądania!

 


 

 

Rotten Tomatoes i własna opinia

 

Film nie został ciepło przyjęty przez recenzentów i krytyków. Na Rotten Tomatoes uzyskał druzgoczące 27% spośród 113 recenzji. Jednak dla kontrastu, widzowie ocenili go aż na 83% na bazie ponad 10 tysięcy ocen! Czyli krytycy mówią, że słabo, a zwykłemu widzowi jednak się podoba! Jak to rozumieć? Ano tak, że Bright to standardowy policyjny film akcji, z dwójką gliniarzy przeciwko światu. Jest to prosta produkcja napakowana po brzegi akcją. Jeśli szukacie czegoś typowo rozrywkowego i podoba wam się ten klimat, a potraficie wybaczyć średnią fabułą i braki w logice, to jak najbardziej można ten film obczaić!

 


 

Pamiętajcie! Jirak Lives!



Infested Planet na GOG.COM za jedyne 7,90 zł

 Jak na grę która kosztowała 60 zł, to bardzo zacna cena!



Infested Planet jest właśnie na promocji na platformie GOG.COM. Za grę zapłacimy niecałe 8 zł. Więc jeśli ograliście już wszystkie Alien Shootery i gry typu Tower Defense to możliwe, że jest to właśnie coś dla was. Gra po zrzutach ekrany może wyglądać na zwykłego TD, jednak cały myk polega tutaj na tym, że mimo iż cały czas trzeba odpierać hordy (ale to dosłownie hordy!!!) kosmitów, to nasze jednostki nie stoją w miejscu i można nimi hasać po mapce, by jak najlepiej eksterminować kolejne fale kosmicznego robactwa! Powiedziałbym, że to trochę tak jakby gatunek Tower Defense chciał stać się RTS-em na wzór StarCrafta, ale byłaby to przesada. Co jednak nie zmienia faktu, że Infested Planet to gierka, którą warto się zainteresować, szczególnie teraz, jak kosztuje poniżej 10 zł i można ją później jeszcze ewentualnie rozbudować, dokupując dodatkowe zawartości w formie DLC.






2/01/2022

Arena w Dead Trigger to jeden z lepszych pomysłów!

Serio! Wiele innych gier tego typu powinno brać przykład z areny, jaka została zaimplementowania w pierwszej części serii Dead Trigger.

 


Ekipa z MADFINGER Games zrobiła coś naprawdę fajnego! W swojej grze Dead Trigger (mowa o pierwszej części) umieścili bardzo prostą arenę, która zawiera kilka różnych etapów, a w każdym z nim, znajdziemy praktycznie te same zombie do wystrzelania. Różni się to tylko estetyką i w sumie to wystarczy! Bo to, co jest tam najważniejsze, to jak łatwo dostępna jest ta arena. Nie ma żadnego wprowadzenia, doczytywania, ładowania, odblokowania, dokupowania, edytowania, no niczego. Wchodzisz i strzelasz! Ile wystrzelasz, tyle dostaniesz kasy i doświadczenia i to wystarczy.
 
 
Nic nie jest tutaj przekombinowane, nie trzeba nic zmieniać, po prostu czysta przyjemna sieczka, wbijasz i od razu dobrze się bawisz. Nie ma żadnej energii, która ograniczałaby możliwość wejść na arenę, nie ma limitów wejść, nie ma żadnego oczekiwania do kolejnego wejścia albo jakiś innych głupot typu "na ten etap możesz wejść tylko raz dziennie" i chwała MADGFINGER Game za to! Bo powiem szczerze, czasem nie mam ochoty przechodzić głównego wątku fabularnego, ani nawet misji pobocznych, czasem mam po prostu ochotę postrzelać do zombiaków i wtedy owa arena jest idealna!
 
 
Więcej twórców powinno umieszczać takie areny w swoich grach FPS na tablety i smartfony z Androidem, bo to jest świetna maszynka do farmienia i oczywiście przyciągania gracza do swojego tytułu. 
 

Jak wygląda arena w Dead Trigger?

 
Poniżej podrzucam wam parę zrzutów ekranu, jak to dokładnie wygląda i też zachęcam do obczajenia tego tytułu (przypominam, że jest za darmo! A to zawsze dobra cena!). 
 

Jedynka dalej jest dla mnie lepsza od dwójki


Chyba nawet bardziej wolę arenę z Dead Trigger 1 niż z Dead Trigger 2. No a fakt, że DT1 nie wymaga połączenia z internetem, żeby grać, a DT2 już tak (kto wymyślił, żeby zapisy z gry przetrzymywać tylko i wyłącznie na serwerze wydawcy? Przecież jak oni padną to i cały mój progres z DT2!).
 

Jakieś inne ciekawe areny z mobilnych gier FPS?


A jakie wy znacie areny zaimplementowane w mobilnych grach FPS na telefony i tablety z Androidem? Może jest coś jeszcze lepszego, co spotkaliście podczas swojej growej przygody? Podzielcie się tym na blogu CITY37! A chociażby i pisząc o tym w komentarzu pod typ wpisem! Ja zaś, wracam do eksterminowania kolejnych fal zombie w tej strzelance! Was dodatkowo zapraszam do zapoznania się z innymi moimi tekstami o tej serii, dostępnymi do przeczytania na blogu pod tym linkiem.

~ Arek




Jeszcze trochę o grach offline na Androida

Bo czasem chcesz pograć kiedy nie masz internetu.

Dead Trigger 1 dalej jest dla mnie lepszy niż jego sequel

Dead Trigger 1 vs. Dead Trigger 2

1/31/2022

No i się zaczęło! Znowu oglądam The Walking Dead

 


 

Wczoraj grałem w Dead Triggera, a dzisiaj siedzę i oglądam The Walking Dead! Nie zdziwię się, jak zaraz zacznę instalować na laptopie Dead Island, bo coś widzę, że znowu wkręcam się w klimat zombie apokalipsy.

Początki The Walking Dead to jednak mają ten niezwykły klimat



Wiem, że serial czasy swojej świetności ma już dawno za sobą, że tak to rozciągali i tak rozwadniali aż ludzie po prostu przestali to oglądać. Jednak ja jakoś nie byłem jedną z tych osób. Pamiętam, że bardzo późno zacząłem oglądać TWD i pierwsze trzy sezony dosłownie wciągnąłem jeden za drugim. Na bok poszły książki, gry czy komiksy, wracałem z pracy i odpalałem na Netflixie TWD.
 



Faktycznie potem już było nieco gorzej, kolejne sezony tylko dokładały więcej postaci i jeszcze więcej dramy a coraz mniej zombiaków No i też w ogóle nie zainteresowałem się siostrzaną serią Fear The Walking Dead (kto wie, może teraz się za to zabiorę?). Jednak jest jedna rzecz, przez którą chce mi się wracać do tego uniwersum! I wcale nie są to zombiaki.

 

Rick Grimes to świetna postać



Adrew Lincol spisuje się w tej roli genialnie! Poważnie, nie wybrałbym lepszego aktora do odegrania roli Ricka. No i sam bohater jest… no właśnie… bohaterem. Facetem, który ma serce po dobrej stronie nawet w obliczu apokalipsy zombie. Wiadomo, czasem zdarzy mu się zboczyć z obranej ścieżki (szczególnie w późniejszych sezonach, jak ma dość średni wątek z załamaniem psychicznym). Jednak Rick Grimes to gościu, który ma ogromny poziom empatii, a to wcale nie jest czymś powszechnym nie tylko podczas apokalipsy zombie, ale nawet i w obecnych czasach w naszym świecie. Dlatego, tak bardzo lubię tego bohatera, bo jak już wspomniałem, on tam jest „bohaterem”: świat upadł a tu Rick, próbuje być zarówno dobrym ojcem, odpowiedzialnym liderem, jak i jeszcze prawym mężczyzną. Nie ma łatwo, wręcz jest mu z tym cholernie ciężko, a mimo to, stara się trzymać swoich zasad. No i chyba właśnie dlatego, tak przyjemnie mi się ogląda The Walking Dead.

 



Plus lubię filmy z zombie! Szczególnie seriale, bo wtedy mogę na dłużej zżyć się z bohaterami, światem i ogólnie klimatem. A co jak co, ale The Walking Dead ma naprawdę świetny klimat! Muzyka, kadry, ten efekt ziarna na filmie, serio, wykonanie tutaj jest naprawdę godne pochwały! Więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z tą serią, to może teraz jest dobry czas? Prawie w całości jest dostępna na Netflixie, więc można sobie to odpalić, chociażby i na telefonie. Tym samym, kończę te wywody i idę oglądać kolejny odcinek ;)

Do przeczytania!

~ Arek

 


 




1/30/2022

Dead Trigger nadal trzyma formę

Mimo że gra już nie robi piorunującego pierwszego wrażenie na tle mobilnej konkurencji, to przyjemność z pokonywania kolejnych hord zombie nadal jest niesamowita!

 

 
 

Dead Trigger, Madfinger Games i Shadowgun

 
Gra pojawiła się w 2012 roku, kiedy to jeszcze wszyscy jarali się The Walking Dead i tematyka zombie była szalenie popularna. Za tytuł odpowiada ekipa z Madfinger Games, która w 2011 wybiła się grą Shadowgun, jednym z pierwszych dużych pełnoprawnych tytułów FPS, jakie pojawiły się na iOS i Androdzie. Gra z początku była oczywiście płatna, jednak ze względu na ogromną falę piractwa na smartfonach twórcy ostatecznie postanowili przejść na model free-to-play. No i właśnie wtedy ja zapoznałem się z Dead Triggerem! Pamiętam, że był to 2013 rok i dotarł do mnie mój nowy tablet (Ainol cośtam… już nie pamiętam, jaki dokładnie model, ale pamiętam, że był to chiński tablet marki Ainol i o tyle dobrych parametrach, że mogłem w końcu jakieś gry 3D na nim odpalać! Nie to, co mój budżetowy Alcatel…) i właśnie Dead Trigger był jedną z pierwszy gier, jakie na niego wrzuciłem. Akurat byłem w klimacie zombie, bo wspomniane już The Walking Dead, do tego Dead Island od Techlandu (również świetna gierka, polecam!) i po prostu chciałem strzelać do zombiaków!

Pamiętam też, że Dead Trigger zrobił na mnie w 2013 roku piorunujące wrażenie

 
Młuciłem w niego jak szalony i to było po prostu to! Klimat idealny, grywalność niesamowita a do tego fakt, że tablet miałem zawsze pod ręką, sprawiał, że w Trigger pykałem w domu, w autobusie, na uczelni i nawet gdzieś się w pracy z tym próbowałem kitrać. Gierka dawały tyle frajdy, że chciało się w nią po prostu grać. Do tego konkurencja też za duża nie była, a jak była to często i gęsto płatna, a tutaj nie dość, że za free, to jeszcze naprawdę dopracowany tytuł.
 




A teraz czasy obecne!

 
Mamy 2022 rok, siedzę ja sobie z kolejnym tabletem, tym razem jest to Nokia T20 (tak, jestem fanem tabletów, miałem ich więcej niż smartfonów…) i szukam jakiejś nowej gierki o zombie. Bo mimo że przez ostatnie parę lat za bardzo się tym tematem nie interesowałem, to jakoś teraz na Netflixie coraz to nowe koreańskie dramy o zombie wyskakują, jestem już po wszystkich sezonach TWD i nie wiedzieć czemu, dzisiaj naszła mnie myśl “ale bym sobie z zombiakami powalczył”. No i ten stary poczciwy Dead Trigger mi się pojawia w polecanych. Myślę sobie “a co mi tam! Spróbuję wrócić do niego, zobaczymy jak się zestarzał”. Pobrałem, pograłem godzinę i… dejm, to jest naprawdę dobrze zrobiona gra! Mimo że małe lokacje w obecnych czasach potrafią wywołać uśmiech politowania, mimo że grafika już nie robi wrażenia i boli mnie wpakowanie jakiś dziwnych sposobów monetyzacji gry (kasyno i inne głupoty), to dalej sterowanie, strzelanie i odpierania ataków zombiaków, sprawia, że jaram się tym tytułem jak w 2013!
 
 

 

Po prostu ten tytuł został zbudowany na naprawdę solidnych fundamentach i to sprawia, że nie ważne czy odpalasz go w 2013, czy w 2022, bo ta gra po prostu jest przyjemna do ogrywania.


Ps. po wrzuceniu tego tekstu poszukałem i w końcu znalazłem, jaki to był tablet! AINOL Novo 7 ELF II 

1/29/2022

Czas wyruszyć na przygodę!

I to na Androidzie! 


 
Nigdy jakoś nie wkręciłem się w Neverwinter Nights. Ani jak była premiera, ani jak pojawiała się w ofercie Extra Klasyki. No po prostu tak gra przeszła gdzieś obok mnie. Co jest dziwne, bo w Baldurs Gate i Icewind Dale zagrywałem się jak szalony. A jednak jak przyszedł Neverwinter Nights to tak... meh... nawet jeśli znałem to miasto z Forgotten Realms. 
 
 

 

Neverwinter Night Enhanced Edition


Na szczęście to było dawno, a teraz ta pozycja jest dostępna nawet na tablety z Androidem, tym samym postanowiłem się w końcu przekonać. I to właśnie dlatego, że jest na Andka. Bo nie dość, że wyrwałem ją na promocji za jakieś 8 zł (zamiast standardowego prawie 50!), to również buduję sobie bazę gier na tablecie. Taką swoistą kontrę dla tego, co mam na Steam, Epic czy GOG, bo zauważyłem, że dużo więcej zaczynam grać na tablecie niż na kompie i o dziwo jest to przyjemniejsze. Dużo łatwiej jest odpalić sobie gierkę i pograć jakieś 40 minut leżąc na kanapie, niż zbierać się do kompa i pewnie jak już do niego usiądę, to mi się przypomni z milion rzeczy, jakie muszę na nim zrobić i w efekcie czego wcale nie pogram.
 
 


Nie, tutaj zdecydowanie tablet jest lepszy na krótsze sesje, a nawet jeśli sam Neverwinter Nights jako gra RPG starej daty, nie był tworzony z myślą o krótszych sesjach, to i tak mam zamiar go w ten sposób stestować. Jak to wyjdzie? Zobaczymy! No i na pewno podzielę się wrażeniami z rozgrywki na blogu CITY37, bo właśnie do tego powstała ta strona ;)
 

 


Trzymajcie się, grajcie, ile dusza zapragnie i do przeczytania w kolejnym wpisie!
~ Arek
 

Ps. Icewind Dale też ostatnio był na promocji w Google Play i też go złapałem za niecałe 10 zł! Więc do kolekcji brakuje mi jeszcze Baldurs Gate jeden i dwa, Planescape Tormnet, tego nowego Dragonspear, czy Star Wars Knight of the Old Republic II (bo jedynkę gdzieś tam na promocji w Humble Bundle trafiłem ;) ). Jak widać, kolekcja gier na tablet systematycznie się powiększa i mam nadzieję, że niedługo będę mógł tu pochwalić się kolekcją samym perełek! A jeśli macie, jakie swoje ulubione tytuły, które ogrywacie na Androidzie i uważacie, że naprawdę warto się z nimi zapoznać, to śmiało! Piszcie o tym w komentarzu, dobrych gier nigdy za wiele a ja ciągle szukam czegoś nowego, więc jest duża szansa, że z danym tytułem się zapoznam. O ile to nie będzie jakiś symulator managera klubu piłkarskiego czy ogólnie jakieś gry w stylu FIFY, bo to akurat nigdy mnie do siebie nie przekonało na PC i na mobilnych platformach też raczej się nie uda. Jednak wszystko inne, jak najbardziej biorę pod uwagę, nawet jeśli to miałoby być coś naprawdę dziwacznego.